Skocz do zawartości

1 raz na nowej odsłonie? | Problemy z zalogowaniem?






- - - - -

Indonezja - warany, duriany, sambal i wulkany (część 2)

Napisany przez Dark_Raptor, w Podróże, Fotografia 14 październik 2018 · 246 wyświetleń

indonezja podróż wyprawa jawa

Kontynuacja sprawozdania z poprzedniego wpisu.
https://www.terrarium.pl/blog/16/entry-655-indonezja-warany-duriany-sambal-i-wulkany-czesc-1/

Dzień dziesiąty
Ten dzień zaczął się stosunkowo wcześnie. Startujemy w środku nocy, o 2.00 nad ranem. Dojeżdżamy do rogatek Wonokitri, aby przesiąść się w Jeepa. Ruszamy krętą drogą w długiej kolumnie terenowych pojazdów, by w końcu dotrzeć w okolice King Kong Viewpoint. Z dzieckiem w plecaku docieramy nad rozległą przepaść, jednak wszystko tonie w mroku. Ponieważ jest zimno, a dziecko niedospane, Tymon zaczyna „dawać do pieca”. Indonezyjczycy starają się go jednak udobruchać – karmią ciastem, pozwalają ogrzać się przy ogniu, w końcu młody przegrywa walkę ze snem i zapada cisza…

…a gdy świta, roztacza się przed nami jeden z najwspanialszych widoków jaki mieliśmy okazję zobaczyć w życiu. Pojawiające się pierwsze promienie słońca odsłaniają w głębokiej, rozległej niecce krateru kilka wulkanicznych stożków. Między innymi znajduje się tam ciągle kopcący Bromo i górujący nad wszystkim Semeru. Poniżej rozpościera się Morze Piasku (choć bardziej pasowałaby nazwa Morze Popiołów), tym razem zakryte przez płożące się nisko mgły i opary siarki. Z każdą minutą jest coraz więcej światła i widok wydaje się coraz bardziej olśniewający.
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek

Gdy słońce było już wysoko, ruszyliśmy Jeepem w dół. Jadąc przez mgły, wśród innych spieszących się pojazdów. Dotarliśmy wkrótce do miejsca gdzie trzeba było zostawić samochód i ruszyć dalej z buta. Jeśli ktoś bardzo chciał, mógł skorzystać z konika, których było tam więcej niż nad Morskim Okiem. Ich właściciele wmawiali turystom, że podróż na nogach potrwa z godzinę, a na koniu zaledwie 15 minut. Mało kto zastanawiał się jednak, jak szybko musiałby biec właściciel tego konia, skoro prowadził go za uzdę idąc obok :) Ponieważ widoczność wynosiła zaledwie kilka metrów, musieliśmy kierować się „na nos” (konie pachniały dość intensywnie) i na słuch. Doszliśmy w krótkim czasie do miejsca, gdzie zostawiano konie i stanęliśmy u podstawy schodów, prowadzących na samą krawędź krateru Bromo. Mozolna wspinaczka opłaciła się. Na samej górze przywitała nas rozwarta gardziel krateru, z którego wydobywał się ciągły syk oraz kłęby pary, czasem intensywniejsze, czasem rzadsze. Widok na okolicę, tonącą w białych chmurach, był spektakularny. W pewnym momencie, na górze, zrobiło się dość tłoczno. Ze względu na brak barierek na większości szlaku, trzeba było poruszać się dość ostrożnie. Po jakimś czasie ruszyliśmy w dół i po południu dotarliśmy do miejsca naszego noclegu. Znów pokręciliśmy się po okolicy, odwiedzając gościnne „babcie”.
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek


Dzień jedenasty
Przez cały dzień odpoczywaliśmy po doświadczeniach dnia poprzedniego. Odwiedziliśmy targ, nasze ulubione „babcie” i pospacerowaliśmy po okolicy.


Dzień dwunasty
Wracamy na północ, na 1kę. Dojeżdżamy do Besuki i tam lokalną drogą docieramy do miasta Bondowoso. Tam znajdujemy fajną miejscówkę, przy samym centrum.


Dzień trzynasty
Ten dzień upływa pod znakiem krótkiej eskapady „na wieś”. Ruszamy w kierunku wulkanicznych wzgórz, by tam pobuszować po okolicy. Udaje się zaobserwować sporo ciekawostek – ogromne pająki prządki (Nephila), kolorowe i kolczaste Gasteracantha, kleptopasożytnicze Argyrodes, latające smoki, piękne motyle, skakuny Portia… a do tego ciekawostki florystyczne jak tęczowe eukaliptusy i bananowce.
Wieczorem wychodzimy na targ i szykujemy się do ataku na ostatni wulkan z naszej listy – Kawah Ijen. Ponieważ warunki zapowiadają się znacznie trudniejsze niż na Bromo, decydujemy się na podział naszej grupy. Jedna osoba zostaje z dzieckiem, reszta rusza tego samego dnia, późnym wieczorem, w drogę.
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek


Dzień czternasty
Nocny wypad na wulkan pozwolił na obserwację tzw. błękitnych płomieni palącego się gazu, które pojawiają się koło siarkowych fumaroli. Po wejściu na sam szczyt kaldery, można było podziwiać świt nad kraterem Ijen. Dopiero w świetle dnia, ta największa na świecie, aktywna, kwasowa kaldera pokazuje swoje dzikie i zabójcze piękno. Ciężko opisać niesamowitość tego widoku. Niemal zupełnie pozbawiony życia krater, wypełniony kwasem siarkowym o pH w zakresie 0,1-0,5, kopcący cuchnącymi, burymi obłokami siarki, sprawia wrażenie prawdziwych wrót piekła.
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek


Kolejny atak, tym razem w zmienionym składzie, robimy po południu. Zejście do krateru za dnia staje się bardzo trudnym doświadczeniem. Nieoznaczony szlak w dół po stromych kamieniach, co chwila niknący w gęstym siarkowym dymie. Stężenie siarki jest tak duże, że pomimo maski, pali oczy i drogi oddechowe. Co chwila zanosimy się kaszlem razem z lokalnym przewodnikiem.
Trzeba wspomnieć, że to straszliwe miejsce jest jednocześnie stanowiskiem pracy ludzi wydobywających siarkę. W warunkach urągających wszelkim zasadom bezpieczeństwa, zbierają oni rozbijane metalowymi prętami bryły siarki w kosze. Później każdy z nich wnosi po 80 kg siarki z dołu na samą krawędź krateru, gdzie pakują je na małe wózki. Pod koniec dnia jadą z nimi w dół, gdzie dostarczają zebrany materiał bezpośredniemu odbiorcy. Siarka jest tak czysta, że nadaje się do różnorodnego wykorzystania bez specjalnej obróbki. Aby sobie dorobić, choć to nielegalne, zabierają chętnych turystów w dół krateru. Wracając z Ijen, pomogliśmy jednemu z nich popchać wózek w trudniejszym terenie. Wieczorkiem dotarliśmy do Bondowoso, gdzie znów odwiedziliśmy owocowy targ.
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek


Dzień piętnasty
Odpoczywamy. Wieczorem w miasteczku odbywa się duży festyn. Odwiedzamy lokalne restauracyjki.


Dzień szesnasty
Rano jedziemy na północ. Na obrzeżach Besuki jemy na śniadanie pyszne mątwy i ustalamy dalszą marszrutę. Choć mieliśmy powolnym tempem ruszyć na zachód, decydujemy się jeszcze raz odbić na wschód, by odpocząć chwilę nad Morzem Jawajskim.

Nie dalej jak kilka kilometrów za Besuki odkrywamy Pasir Putih. Znajduje się tu sporo nadmorskich hotelików i restauracji. Szybko znajdujemy tu bardzo tani nocleg leżący tuż nad samym morzem. Wychodząc z pokoju i pokonując kilka kroków, od razu lądujemy na wulkanicznej, czarnej plaży.

Pożywiamy się w pobliskim barze, w towarzystwie makaków i lutungów, plądrujących śmietniki przy restauracjach. Resztę dnia spędzamy kąpiąc się w morzu i snorkelując na pobliskiej, niestety lichej, rafie koralowej. W nocy obserwujemy jeszcze nietoperze, które chmarą obsiadły drzewa rosnące przed naszym pokojem.
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek


Dzień siedemnasty
Cały dzień plażowania i nurkowania. W zasadzie warto tylko wspomnieć to, że wieczorem wyskoczyliśmy obejrzeć pobliskie mangrowce. Próba zobaczenia wulkanu, górującego nad okolicą, spełzła na niczym. Nie byliśmy w stanie znaleźć do niego dobrej drogi.
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek
Dodany obrazek


Dzień osiemnasty
Poranek rozpoczęliśmy krótkim snorkelingiem. Wysuszeni i najedzeni, ruszyliśmy na zachód. Pokonywaliśmy mozolnie dobrze nam znane i zakorkowane trasy nr 1 i 15. Nocleg mieliśmy znów w Nganjuk. Podczas wieczornej wizyty w miejscowej restauracji, ku naszemu wielkiemu zdziwieniu, odkrywamy w niej ogromną fototapetę ukazującą… Dolinę Pięciu Stawów Polskich w Tatrach! Świat jest mały :D


Dzień dziewiętnasty
Ciągła jazda w korkach na zachód. Pod sam wieczór dojeżdżamy do Pekalongan, gdzie znajdujemy troszkę obskurny, ale tani hotelik.


Dzień dwudziesty
Dalej i dalej na zachód. Po południu docieramy do Dżakarty, gdzie z małymi przygodami (m.in. wspomniany na początku brak dostępu do sieci) udaje się nam w końcu znaleźć nocleg. Kilka godzin jazdy w korkach po mieście daje nam nieźle w kość, ale mamy bazę na dwie noce i to jest najważniejsze!


Dzień dwudziesty pierwszy
Nie mieliśmy okazji zobaczyć waranów z Komodo w naturze, czemu więc nie skorzystać z miejscowego ZOO? Walcząc z tradycyjnymi korkami, docieramy do ogrodu zoologicznego. Niestety nie prezentuje on najnowszych trendów i standardów. Miejscami przypomina wręcz XIX wieczne przybytki, spotykane jednak jeszcze w wielu miejscach Europy. Można podziwiać w nim wiele gatunków ssaków, gadów i ptaków, przeważnie na niezbyt dużych wybiegach lub w wolierach. Warany jednak zobaczyliśmy. Powrót to znów wleczenie się we wszędobylskich korkach. Wieczorem wyskakujemy jeszcze na kolację na mieście.
Dodany obrazek
Dodany obrazek


Dzień dwudziesty drugi
Dzień upływa pod znakiem zakupów w pobliskim centrum handlowym. Pakujemy się, odstawiamy samochód i ruszamy w końcu samolotem w drogę powrotną do Warszawy, z międzylądowaniem w Dubaju.


Podsumowanie
Indonezja to niesamowicie piękny kraj. Niestety, duża część wysp jest tak gęsto zaludniona i zurbanizowana, że mamy małe szanse na zobaczenie na nich prawdziwie dzikiej przyrody. Na terenach górskich i w trudniej dostępnych rejonach da się jednak zobaczyć jej ocalałe resztki.
Można tu znaleźć tanie noclegi, tanio zjeść, tylko trzeba być przygotowanym na bardzo różne warunki. Turystów z Zachodu jest jak na lekarstwo, więc pojawiając się w różnych miejscach samemu można stać się atrakcją dla lokalnych mieszkańców.
Choć niektóre rejony Indonezji można uznać za niebezpieczne, my na Jawie ani razu nie spotkaliśmy się z żadną niepokojącą sytuacją. Indonezyjczycy starają się być gościnni i mili, choć czasem ta „gościnność” bywa odrobinę męcząca… ale na pewno nie tak jak korki. Na ponad 3 tygodnie, 8 dni spędziliśmy w samochodzie.
Warto planować odwiedzenie innych wysp, poza Jawą. Chyba, że ktoś planuje tylko smażyć się na plażach Bali. Nam tego rodzaju turystyka zupełnie nie odpowiada, więc planujemy ominąć to miejsce szerokim łukiem ;)






Ostatnie komentarze

Przeszukaj mój blog

użytkownicy przeglądający

0 zarejestrowanych terrarystów, 0 gości, 0 anonimowych terrarystów

Ostatni odwiedzający




© 2001-2018 Copyright by terrarium.pl. Korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies (punkt 1.8 regulaminu).