Skocz do zawartości

1 raz na nowej odsłonie? | Problemy z zalogowaniem?






- - - - -

Nikon D800

Napisany przez Dark_Raptor, w Fotografia, Test 07 listopad 2018 · 99 wyświetleń

Dawno nie pojawiały się tu wpisy dotyczące aparatów. Po części rzecz oczywista, korpus jest zakupem na dłuższy czas. Po blisko dwóch latach użytkowania, czas na subiektywną ocenę tytułowego aparatu, który jest głównym narzędziem naszej pracy. Nikon D800 wzbudzał i czasem nadal wzbudza pewne kontrowersje. Czy warto zainteresować się tym aparatem? Zobaczmy…
Dodany obrazek
(Zdjęcie z materiałów prasowych firmy Nikon)
Po bardzo udanym modelu Nikon D700, który zawojował rynek jako uniwersalny aparat do różnych zastosowań, długo oczekiwano na jego następcę. Choć według numeracji, D800 (i wypuszczony jednocześnie bliźniaczy model D800E, pozbawiony filtra antyaliasingowego, dający ostrzejszy obraz, ale z ryzykiem efektu „mory”) wydawałby się naturalnym następcą tego modelu, tak jednak nie jest. A to dlaczego? Przede wszystkim aparat ma dość ograniczoną szybkostrzelność, co troszkę eliminuje go z segmentu aparatów reporterskich. Wysokorozdzielcza matryca, aż 36 megapikseli, okazała się bardzo wymagająca dla podpinanej do aparatu optyki – obnaża każdą jej niedoskonałość. Dodatkowo, co wyszło dopiero podczas pracy z tym aparatem, taki sensor jest bardzo podatny na najmniejsze poruszenia. Dla większego komfortu trzeba korzystać ze stabilizowanych obiektywów i/lub znacząco skracać czasy ekspozycji. Podobno poprawiono to trochę w modelu D810 (który miałbyć „poprawioną” D800ką) i w obecnie topowym D850. Z tej ostatniej przyczyny do D800 przykleiła się metka, że to aparat bardzo wymagający od użytkownika i raczej tylko do zastosowań w fotografii krajobrazowej i studyjnej. Dodatkowo problemy z autofocusem w pierwszych seriach (rozjeżdżanie się jego precyzji działania) spowodowały, że jego posiadacze szybko się go pozbywali, nawet za mniej niż połowę ceny. Z czasem jednak aparat trafił do rąk sporej rzeszy fotografów, zwłaszcza tych, dla których jego cena okazała się bardzo korzystna. Zmierzyli się z jego wadami i zaletami i ostatecznie okazało się, że „wilk nie jest tak straszny jak go malują”. My również znaleźliśmy się w gronie jego posiadaczy. Nasz D700 miał już swoje lata, nie do końca pasowała nam kolorystyka uzyskiwanych z niego zdjęć, potrzebowaliśmy też większych rozdzielczości. D800 wydawał się rozwiązywać większość problemów. Zatem kilka zdań na temat parametrów oraz ocena pracy aparatu.

Mechanika

Dodany obrazek
(Zdjęcie z materiałów prasowych firmy Nikon)
D800 nie odbiega specjalnie od innych modeli tego producenta z segmentu „semi-profi”. Korpus zbudowany jest bardzo solidnie, jest uszczelniony, oparty o szkielet ze stopów magnezu. Po dwóch latach pracy w bardzo skrajnych warunkach, m.in. zimowe fotografowanie za Kręgiem Polarnym, środek lata na pustyni, łażenie po lesie deszczowym w tropikach, nie odnotowaliśmy z nim żadnego problemu. Tradycyjnie korpus obciera się na wystających elementach. Nosimy go często luzem w plecaku, obija się o różne klamoty, tak więc to nic nowego. Niestety, powoli objawia się największa wada Nikonów - jego gumy zaczynają powoli sygnalizować, że niedługo zaczną odłazić. Trzeba będzie skorzystać z pewnego, chińskiego portalu, skąd można ściągnąć tanie zamienniki.

Aparat jest więc niemal tej samej wielkości, co D700. Jego wymiary to 146 x 123 x 81.5 mm. Podobnie prezentuje się jego waga. Z dedykowanym akumulatorem to już kilogram, a z dedykowanym gripem (pionowym uchwytem z przyciskami funkcyjnymi oraz możliwością włożenia dodatkowych baterii) i zestawem 8 akumulatorków AA, robi się już ciężki kawałek „cegły”.

Dodany obrazek
(Zdjęcie z materiałów prasowych firmy Nikon)
„Guzikologia” aparatu jest bardzo zbliżona do wcześniejszych modeli. Troszkę denerwuje zamiana pozycji niektórych przycisków z tylnego panelu, na lewo od ekranu. Zmieniając D800 z D300s często się one mylą (głównie przyciski powiększania/pomniejszania zdjęcia). To co pozostaje najważniejsze, wszystkie podstawowe parametry możemy ustawić z poziomu korpusu, często bez konieczności odrywania oka od wizjera. Wizjer daje 100% pokrycia kadru i powiększenie 0.7x. Jest spory i jasny. Dodatkowym bonusem jest wbudowana dźwignia zasłony wizjera. Pozwala na bezproblemowe fotografowanie w nocy, odcinając światło wpadające z tyłu aparatu. W tańśzych aparatach trzeba wizjer zatykać specjalną, łatwo gubiącą się zaślepką. Pamiętając jeszcze, by wcześniej zdjąć muszlę oczną. Poprawiono ważne niedomaganie D700. Tryb Life View dostępny jest teraz z poziomu odrębnego przycisku na tylnym panelu. Specjalna dźwigienka pozwala przełączać się między trybem podglądu i filmowania. Również ułatwiono samo nagrywanie filmów. Uruchamia się go odrębnym przyciskiem „Rec” na górnym panelu.

Dodany obrazek
(Zdjęcie z materiałów prasowych firmy Nikon)
Ekran LCD jest duży (3,2 cala), o dużej rozdzielczości – 921.000 punktów. Dzięki sporej jasności i kontrastowi, pozwala na dość dobrą pracę nawet przy ostrym świetle. Mały, górny wyświetlacz, pozwala na szybki podgląd ustawionych parametrów aparatu. W nocy możemy go podświetlić w razie potrzeby.

Migawka szczelinowa, pracuje w standardowym zakresie czasów: 1/8000 do 30s oraz w trybie „bulb”. Standardowa synchronizacja z lampą to maksymalnie 1/250s (jest też tryb synchro z ultrakrótkimi czasami). Producent gwarantuje jej żywotność na ponad 200.000 cykli.
Jak w większości modeli Nikona, pomiar światła realizowany jest w 3 trybach – matrycowym, centralnie ważonym i punktowym. Za pomiar odpowiedzialny jest 91000 pikselowy czujnik RGB. W przypadku używania obiektywów serii „G” i „D”, wykorzystywany jest pomiar 3D Colour Matrix III.

Autofocus, uważany przez niektórych za bolączkę tego modelu, w naszym egzemplarzu okazał się być dość szybki i pewny. Do jego działania wykorzystywane jest 51 punktów, w tym 15 krzyżowych, rozmieszczonych równomiernie po niemal całym kadrze. Sprawnie możemy przełączać się pomiędzy trybami jego pracy i metodami pomiaru, dzięki dźwigience i przyciskowi przy bagnecie obiektywu. W trybie LV AF oparty jest na detekcji kontrastu w dowolnej części kadru. Z naszych doświadczeń wynika, że układ AF wydaje się czulszy niż w D700. W gorszych warunkach oświetleniowych, gdzie D700 zaczynał się gubić, tu udawało się złapać ostrość.

Dostępne tryby fotografowania to znów standard: priorytet przysłony (A), priorytet czasu (S), fleksja programu (P), tryb manualny (M). Dodatkowo pojawił się tryb cichej migawki (Q), który pozwala na znacznie cichsze fotografowanie, np. podczas koncertu. Można też ustawiać tryby pracy wbudowanej lampy błyskowej. Ta ostatnia jest tradycyjnie słaba (liczba przewodnia 12). D800 obsługuje CLS (Creative Lighting System). Pozwala on lampie wbudowanej sterować lampami zewnętrznymi, bez konieczności instalowania dodatkowego sterownika (SU-800) lub kolejnej lampy na samym aparacie. Doskonała sprawa, jeśli wykorzystujemy więcej niż jedno źródło oświetlenia. Aparat jest kompatybilny z większością systemowych lamp, mocowanych na gorącej stopce.

Szybkostrzelność aparatu to maksymalnie 4 kl./s. Dokładając lepsze źródło zasilania (grip MB-D12 z akumulatorami AA lub opcjonalnym koszykiem na EN-EL4a) zwiększa się do 6 klatek na sekundę, ale tylko w trybie DX (czyli cropa).

Pobór mocy jest podobny jak w pozostałych modelach z tej półki, na pojedynczym akumulatorze można zrobić minimum kilkaset (nawet ok. 1000) zdjęć.

D800 posiada możliwości filmowania. Dostępne są tryby: FullHD z szybkością 30, 25 i 24 kl./s, HD z szybkościami 60, 50, 30, 25 kl./s. Aparat posiada wbudowany mikrofon monofoniczny (i możliwość podpięcia zewnętrznego, stereofonicznego).

Aparat posiada podwójne gniazdo kart pamięci: SD i CF. Umożliwia to fotografowanie z robieniem kopii lub stopniowe zapełnianie obu nośników lub zapis różnych formatów na różnych nośnikach (np. jpg na jednej, RAW na drugiej, podobnie z filmami). Obsługiwane są karty CF typu I i SD zgodne z UHS-I.

Korpus współpracuje bezproblemowo praktycznie ze wszystkimi obiektywami serii „G” oraz serii „D” przeznaczonymi pod pełną klatkę. W przypadku szkieł bez procesora, w tym wszelkich manualnych, realizowany jest automatyczny pomiar światła i potwierdzenie ostrości (do przysłony f5.6). Pozwala to na praktycznie bezproblemową pracę, z niemal każdym obiektywem, który da się do aparatu podpiąć przez bagnet. Tradycyjnie problemem są szkła M42 i wielu systemów, które z Nikon’ami nie ostrzą w nieskończoność. Ogranicza to ich zastosowanie do makro lub portretu. Część szkieł da się odpowiednio wyjustować, części wymienić bagnet, ale nie we wszystkich. Bezproblemowo Nikon ostrzy z obiektywami Pentacon-Six, Kiev i innymi średnio i wielkoformatowymi. Można próbować używać specjalnej przejściówki z soczewką korekcyjną, ale najczęściej pogarsza ona parametry szkła (ostrość, kontrast) przy maksymalnych otworach przysłony. Można pracować też ze szkłami DX , ale tylko w dwóch trybach: na FF (co oznacza przeważnie ogromną winietę) lub DX (aparat wycina środek kadru w wielkości odpowiadającej matrycy APS-C). Daje to wtedy obrazek o rozdzielczości ok. 15 megapikseli.

Aparat posiada złącza USB 3.0, HDMI, wideo (PAL/NTSC) w bocznym panelu oraz gniazda synchro do lamp i 10 pinowe do wężyka spustowego na froncie. Zabezpieczone są gumowymi zaślepkami, które przy częstym zdejmowaniu, mają tendencję do luzowania się.

Jak wspomniano wcześniej, jak w większość profesjonalnych i półprofesjonalnych Nikonów, aparat cierpi na tradycyjny problem odłażących gum. Pod wpływem potu i wilgoci, mają one tendencję do puchnięcia. W pewnym momencie puszcza klej pod nimi, a gumy odskakują. Nie daje się ich później wepchnąć z powrotem, a naprawa jest dość droga. Warto mieć to na uwadze i przy pojawieniu się problemu, zaopatrzyć się w tanie zamienniki na zagranicznym serwisie aukcyjnym (do własnoręcznego podklejenia). Podobno u części osób problem się nie pojawia i aktualnie krążąca teoria mówi, o różnym składzie potu, który może wpływać na takie zachowanie gum. Uwaga, teoria nie sprawdzona naukowo ;)

Obraz

W aparacie znajduje się 36,3 megapikselowy przetwornik CMOS o rozmiarach 35,9x24 mm. Tak gęsto upakowany sensor, z małymi senselami ma swoje wady, o których wspomnimy jeszcze później, jednak pomimo tego poziom szumów jest dość niski.

Obsługiwany zakres ISO to 100-6400 z możliwością programowego zejścia do ISO 50 i podbicia do ISO 25600. Bezpieczny zakres, z całkowicie akceptowalnym poziomem szumów, to maksymalnie ISO 4000.

Obraz generowany przez matrycę może być zapisywany w 14 i 12 bitowych RAW’ach (kompresowanych stratnie i bezstratnie), TIF’ach oraz kilku rozmiarach i kompresjach JPG’ów.

Warto dodać dobrze działający tryb HDR. O ile dotychczas wykonywaliśmy takie zdjęcia, posilając się bracketingiem ekspozycji (wykonanie serii identycznych zdjęć z różnymi czasami) i później „lepiąc” zdjęcia w jedno, w programach do obróbki, obecnie można skorzystać z tej opcji bezpośrednio z poziomu aparatu. Aparat, po ustawieniu formatu zapisu TIF lub JPG, wykonuje serię zdjęć z różnymi czasami ekspozycji i nakłada je razem na siebie. Efekt jest w pełni akceptowalny i pozwala przyspieszyć pracę, gdy fotografowana scena ma bardzo dużą dynamikę. Oczywiście, najlepiej korzystać wtedy ze statywu.

Dodany obrazek

Dodany obrazek

Dodany obrazek

Użytkowanie

Przed zakupem tego aparatu mieliśmy niezłą zagwozdkę. Z jednej strony korpus ten jest zdecydowanie mniej uniwersalny niż D700. W tym momencie praca w tandemie z jakimś szybkim korpusem DX staje się jeszcze bardziej uzasadniona. Z drugiej strony, przy tej specyfikacji, aparat wydaje się idealnym rozwiązaniem w fotografii krajobrazu lub architektury. Spore obawy wzbudzały w nas potencjalne problemy z autofocusem i problem z poruszaniem zdjęć przy standardowych czasach ekspozycji (najczęściej liczonych w sekundach według wzoru jako 1 przez ogniskową obiektywu). Jako alternatywę mieliśmy do wyboru D810/D850, ale za znacznie wyższą cenę, nieakceptowalną w przypadku naszego budżetu. Nikon D4, który byłby idealny do zdjęć dzikiej przyrody, miał mniejsze zalety w innych rodzajach uprawianej przez nas fotografii. D750/D610 też nie spełniały wszystkich potrzeb. D800 wydawał się więc najlepszym kompromisem z niemal każdej strony.

Po dwóch latach użytkowania, po przesiadce z innego, pełnoklatkowego modelu, można troszkę o tym aparacie napisać. Przede wszystkim nie sprawdziły się obawy związane z wadliwym działaniem AF. Choć aparat był użytkowany w bardzo różnych warunkach, układ autofocusa zachował swoją powtarzalność i nie wymagał regulacji. Jedyny wyjątek, to testowane różne obiektywy Sigmy, które wymagały indywidualnej korekcji dla każdego z nich.

Dodany obrazek

Dodany obrazek

Dodany obrazek

Za duży plus trzeba uznać sporą dynamikę tonalną. Z uzyskiwanych plików RAW można wyciągać znacznie więcej w partiach światła i cieni niż w starszych sensorach. Kolorystyka wydaje się też bliższa naturalnej, bardziej podobna do tej z sensorów CCD. W generacji D300/D700 wchodziła ona bardziej w zielenie. Automatyczny balans bieli jest dość pewny, ale potrafi sprawiać problemy. Oceniając ogólnie, jakość obrazka jest naprawdę świetna. Duża rozdzielczość daje spory zapas w obróbce, zwłaszcza gdy nie mieliśmy szans zadbać o odpowiednie kadrowanie lub musieliśmy trzymać dystans podczas robienia zdjęć. Jest z czego wycinać. Skok z 12 megapikselowej matrycy w D700 na 36 megapikseli w D800 robi wrażenie.

Na minus z całą pewnością trzeba zaliczyć problem z poruszeniami. Faktycznie, trzeba skracać czasy minimum dwukrotnie, aby zmniejszyć ryzyko poruszonych zdjęć. Ta matryca nie wybacza najmniejszych błędów. Po przyzwyczajeniu do nawet 8 kl./s w D700 na „wspomaganiu”, powrót do „marnych” 5 klatek, jest dość bolesny przy fotografii dzikiej przyrody. In minus trzeba też policzyć dla wielkości plików, jest to jednak naturalna konsekwencja tak wysokorozdzielczej matrycy. Aby obsłużyć szybko i płynnie RAWy i TIFy z tego sensora, potrzebny jest dość wydajny komputer i spory dysk twardy. Pliki „ważą” nierzadko po 100 MB i więcej, warto mieć to na uwadze. No i gumy… ale o gumach w Nikonie było już wielokrotnie…

Dodany obrazek

Dodany obrazek

Dodany obrazek

Podsumowanie

D800 nie jest korpusem uniwersalnym, jak o tym wspomniano już kilkukrotnie. To aparat dla świadomych jego wad i zalet użytkowników, którzy będą w stanie wykorzystać je do swoich potrzeb. W fotografii krajobrazowej, architekturze, markro i fotografii przedmiotowej aparat sprawdzi się wyśmienicie. Przy fotografowaniu wymagającym większej szybkości działania, w gorszych warunkach oświetleniowych, gdy fotografujemy z ręki, może być ciężej i tu lepiej sprawdzi się taki D750 czy D850. Najlepiej ze stabilizowaną optyką.

Należy też pamiętać, że jest to aparat formatu FX. W przypadku tych korpusów cena obiektywów i ich gabaryty są z reguły znacząco większe niż ich odpowiedników w formacie DX (format APS-C). Łatwiej jednak o fotografowanie szerokimi kątami, mamy lepiej rozmyte tło, natomiast teleobiektywy stają się „krótsze” przez większy kąt widzenia. Tak więc w zależności od rodzaju uprawianej fotografii, aparat ten może lepiej nadawać się do określonych celów. W wielu zastosowaniach, mniejsze matryce będą faworyzowane. Są tańsze, dają większą głębię ostrości (przy tym samym kadrze co na FX), pozwalają na lepsze wykorzystanie długich zoomów. W pewnych dziedzinach nie da się jednak pewnych rzeczy obejść. Do portretu (rozmycie tła i płytka GO) oraz architektury (szerokie kąty) pełna klatka nadaje się zdecydowanie lepiej.

Nikon D800 (i zapewne D800E) to świetny sprzęt. Towarzyszył nam na wyprawach do lodowatej, śnieżnej Norwegii, gdzie fotografowaliśmy zorze, na upalne i suche pustynie Namibii, w parne i gorące lasy Tajlandii oraz Indonezji, fotografowaliśmy też w deszczu. Sprzęt sprawdził się znakomicie w tak różnych sytuacjach, nawet przy fotografowaniu dzikiej przyrody, do której nie jest dedykowany. Nigdy nas nie zawiódł i nie mieliśmy żadnych problemów technicznych. Ogromna elastyczność uzyskiwanych plików, zdecydowanie ułatwia pracę z uzyskiwanym bezpośrednio z aparatu materiałem. Ponieważ nowy Nikon zmienił w posiadanym przez nas wcześniej tandemie D700/D300s aparat pełnoklatkowy, teraz, głównie ze względu na ogromną różnicę w jakości zdjęć z tak różnych generacji matryc, oraz przez gorsze osiągi „mechaniczne” D800, koniecznością stała się wymiana D300s na lepszy model. Tu alternatywy w zasadzie nie ma i jedynym wyborem pozostaje D500. Ale to pieśń przyszłości…

Czy można aparat polecić? Jeśli nie boisz się wspomnianych jego wad i potrzebujesz go do zastosowań, w których korzysta się często ze „średniego formatu”, to jest to doskonały wybór i można brać go w ciemno. Zważywszy na to, że za używane korpusy na popularnym portalu aukcyjnym można dostać już w cenie zbliżonej do 2500 zł, jest to cena wręcz śmieszna jak za oferowane parametry.

Dodany obrazek

Dodany obrazek

Dodany obrazek

Dodany obrazek

Dodany obrazek

Dodany obrazek

Dodany obrazek

Dodany obrazek






Ostatnie komentarze

Przeszukaj mój blog

użytkownicy przeglądający

0 zarejestrowanych terrarystów, 0 gości, 0 anonimowych terrarystów

Ostatni odwiedzający




© 2001-2018 Copyright by terrarium.pl. Korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies (punkt 1.8 regulaminu).