Skocz do zawartości

Wesprzyj serwis, wyłącz reklamy  
1 raz na nowej odsłonie? | Problemy z zalogowaniem?






* * * * * 5 głosów

Ło matko! Czyli o dostępności informacji w sieci...

Napisany przez Dark_Raptor, w Nauka, Terrarystyka 23 lipca 2013 · 4 279 wyświetleń

terrarystyka informacja szukanie forum
Ten wpis powstał trochę pod wpływem pewnego irytującego zjawiska. Pozbyć się go nie w sposób, ale może komuś da trochę materiału do przemyśleń. Innym może uświadomi, jak to było za „dziada pradziada” (choć taki stary nie jestem). A rzecz tyczy się informacji i jej dostępności. Proszę również nie doszukiwać się żadnych podobieństw do któregokolwiek użytkownika forum. To tylko krótki esej, o mechanizmie, nie konkretnych osobach... wszelkie podobieństwa są zupełnie przypadkowe i niezamierzone ;)

Nie jest chyba nowym zjawiskiem, ale ostatnio osiągającym wręcz potworne rozmiary, fakt totalnego rozleniwienia ludzi. Nie chodzi tu tylko o użytkowników forów. Z czymś takim, połączonym z rozbudowaną roszczeniowością, spotykam się na co dzień. Ekstremalnym przykładem opisywanego zagadnienia była pewna studentka, która napisała maila do mojej żony, z prośbą o przesłanie jej literatury do pisanej przez nią (studentkę) pracy magisterskiej. Prośba była sformułowana w taki sposób, że interesowało ją (znowuż tę studentkę) przesłanie całej, dostępnej literatury, najlepiej z zaznaczonymi fragmentami, które mogą się nadać do cytowania, z merytoryczną i krytyczną oceną źródeł. W domyśle, najlepiej aby za nią napisano tę pracę, a ona łaskawie się pod nią podpisze. Jak już wspomniałem, to było ekstremum, ale z mniej lub bardziej podobnymi sytuacjami stykam się codziennie. Wszystko podać na tacy tak, aby nie trzeba było nic więcej przy tym robić. Efekty mają być tu i teraz... natychmiast!

Nie inaczej wygląda to na forum. I tu pojawia się moje ogromne zdziwienie. Jak w XXI wieku, przy tak otwartym dostępie do informacji, możliwe są pytania o banały, które można znaleźć bez najmniejszego trudu, choćby w Wikipedii? Aby uświadomić młodszym użytkownikom jak to „za króla Piasta bywało”, napiszę ile kiedyś trzeba było zachodu, aby cokolwiek znaleźć. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że jest tu też wielu użytkowników starszych, zarówno wiekiem jak i stażem, dla których dawne czasy były jeszcze trudniejsze. Tak więc nie będzie to historyjka kombatancko-męczenniczo-patriotyczna, ale mam nadzieję z wartościową puentą. Pomijając już wszelkie wątki polityczne, gospodarcze i społeczne, a koncentrując się na samym dostępie do informacji i źródeł, w poprzednim ustroju było z tym bardzo różnie. Najczęściej bywało kiepsko, zwłaszcza dla przeciętnego Kowalskiego, mieszkającego z dala od dużego miasta. Miałem to niewątpliwe szczęście, że urodziłem się w zmierzchowym PRLu, w Warszawie, więc te problemy dotknęły mnie tylko częściowo.

Wyobraźcie sobie, że kiedyś nie było Internetu! Tak, to było możliwe. Komputer, klasy Atari lub ZX Spectrum (dopiero później Amigi i PeCety stały się popularniejsze) służyły do trochę innych celów niż fora, surfowanie w Googlach i tym podobnych spraw ;) Nie było komórek, tabletów, smartfonów, serwisów terrarystycznych, Wikipedii… Znalezienie informacji o egzotycznych gatunkach, zwłaszcza ich hodowli, było ograniczone do książek. A z tym był poważny problem. Sam dostęp do specjalistycznej literatury często był niemożliwy, no chyba że ktoś pracował na uczelni lub miał dobre dojścia.

Od małego „szczyla” pasjonowałem się owadami. W przypadku interesującej mnie grupy, wybór ograniczał się do kilku publikacji popularno-naukowych. Taką swoistą „Biblią” były dla mnie „Owady” prof. Henryka Sandnera. Wydane przez PWN w 1976 roku, grube i ciężkie tomisko, było dla mnie oknem na świat bezkręgowców. Bogato ilustrowane czarno-białymi (o zgrozo!!) zdjęciami m.in. Władysława Strojnego (nota bene mój duchowy guru makrofotografii) było jedną z nielicznych, ogólnodostępnych książek. Być może pisanie, że literatury było tyle co kot napłakał jest bardzo niesprawiedliwe, ale fakt, nie było tego zbyt wiele. To samo o gadach, płazach i innych organizmach. Słowem – lipa!

Pozostawały jeszcze kontakty. Znając kogoś z uczelni lub mając dostęp do uniwersyteckiej biblioteki, można było dotrzeć do zagranicznej literatury, a nawet samych autorów. Oczywiście maile i PW nie wchodziły w rachubę, tylko klasyczne listy lub telefon (jeśli zagraniczny, to piekielnie drogi!). Do biblioteki „przyssałem” się dopiero na studiach, ale ciekawe kontakty zdobyłem już dość wcześnie. Mój ulubiony przykład dotyczy jednak nie terrarystyki, a "trochę" już wymarłych zwierząt. No kto jako dziecko nie pasjonował się dinozaurami? Las rąk? Nie sądzę… Dziś mamy pełny przekrój książek, albumów filmów, gier, modeli, brakuje tylko żywych okazów, ale przyszłość pokaże ;) Kiedyś było tylko kilka pozycji, które dotyczyły tego zagadnienia. Starsi pewnie wspomną z łezką w oku album Zdenka Spinara i Zdenka Buriana „Zanim pojawił się człowiek”, wydane przez PWRiL w 1975 roku. Pierwszy egzemplarz, którego praktycznie nie można było dostać w księgarniach, pożyczył mi uczestnik wypraw na pustynię Gobi prof. Ryszard Gradziński. Byłem wniebowzięty, bo to była niemal relikwia, prawdziwy Graal wielbicieli dinozaurów. Dziś do kupienia na serwisie aukcyjnym za ok. 20 zł, na w pełni swój egzemplarz polowałem 2 lata (zdobyty chyba w 1989 roku) :)

Czemu piszę te cierpiętnicze wypociny? Mianowicie ciągle nie mogę dojść do tego, dlaczego przy dzisiejszym dostępie do informacji, forum zalewają tony postów pytających o rzeczy tak oczywiste, trywialne lub tak łatwe do znalezienia, że aż dziw bierze. Nie chodzi już tylko o Internet, „wujka Google” (a być może też elementarne braki wiedzy we wpisywaniu właściwych słów kluczowych), nieznajomość serwisów gromadzących wiedzę, forumową wyszukiwarkę lub archiwum. Już same książki o czymś świadczą. Gdy zachodzę do księgarni lub oglądam zasoby Amazona, Allegro itp., mam problem z nadmiarem pomysłów na zakup, a niedoborem gotówki w portfelu, nie mówiąc o miejscu na półce. Literatury poświęconej zwierzętom, mocniej lub luźniej związanej z terrarystyką, są tony! Pięknie wydane, ilustrowane: albumy, kompendia, encyklopedie, leksykony, poradniki, atlasy… jest w czym przebierać, grunt, aby warstwa merytoryczna była dobra. A telewizja? Kiedyś były dwa-trzy kanały na krzyż, dziś dziesiątki i setki. W latach osiemdziesiątych film przyrodniczy oglądało się z zapartym tchem, zwłaszcza zagraniczny. Przy ograniczonej możliwości podróżowania to była czasami jedyna możliwość zobaczenia odległych krajów i ich przyrody. Dziś można to mieć 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu i 365 w roku. Lepiej, ładniej, bardziej kolorowo… może tylko nie zawsze prawdziwie. Jednak nawet na takim Animal Planet, czy Discovery znajdzie się sporo wartościowych informacji, o zdjęciach już nie wspominając. Tego kiedyś nie było. O łatwości wyjazdów, jeśli ma się pieniądze, też nie będę się rozpisywał.

A więc taki „zbombardowany” sączącą się zewsząd wiedzą, pochodzącą z kilkunastu dostępnych podręczników do biologii (kiedyś był tylko jeden, głównie z czarno-białymi rysunkami i schematami ;) ), opatrzony Wikipedią i różnymi serwisami biologiczno-terrarystycznymi, z zestawem encyklopedii i książek o zwierzętach na półce, która się niemal pod nimi łamie, czasem po odbyciu kilku wypraw, nawet poza Europę, taki użytkownik zasiada przed komputerem i pyta…

ELO! jak hodować moczniki?! najlepiej mi napiszcie wszystko jak i gdzie Superbybyło aby były foty przepis co zczym HELP!!!!” (błędy stanowią zamierzoną oprawę)

I tak dobrze, jeśli post wyląduje we właściwym dziale, zostanie dobrze zatytułowany, otagowany, a w treści wkradnie się niewiele błędów. I jak tu się nie irytować? Przecież mamy przed nosem setki informacji źródłowych, często w obrębie portalu, wielu nie potrafi z nich jednak twórczo skorzystać. Trochę jak takie prowadzenie na smyczy, bez własnej inicjatywy. Owszem, czasami informacje znalezione w sieci są błędne lub się wykluczają, ale wtedy możemy dopytać się o konkrety. Najlepiej sprawdzając wcześniej czy nie pytał się o to samo ktoś wcześniej. W każdym razie dzisiejszy użytkownicy sieci mają bez porównania łatwiejsze życie niż ludzie, którzy dzieciństwo mieli lub zaczynali swoją pasję w latach osiemdziesiątych i wcześniejszych. Miejcie tego świadomość, cieszcie się z tego i korzystajcie umiejętnie, potrafcie też również to docenić.

PS. Statystyki mówią, że przeciętny użytkownik Internetu przemiata wzrokiem artykuł/wpis zaledwie w kilkanaście sekund. Przeczytawszy kilka pierwszych zdań, przeważnie nie dotrwa do końca, a dokładniej do tej puenty w post scriptum. Wytrwałym gratuluję i dziękuję :)




Sporo takich starych publikacji trzymam, nawet z lat 60tych i 70tych. Stare ksiażki mają swoją duszę. Choć czasami śmiesznie się je czyta, znając współczesny stan wiedzy :)

Hyhy... ja przeczytałem w tej kolejności: 1. tytuł, 2. ps, 3.treść ;)

Od siebie jeszcze dodam, że wydaje mi się, iż te stare podręczniki do biologi z fotografiami w pastelowych barwach, albumy zoologiczne (w moim przypadku entomologiczne i ornitologiczne) miały w sobie jakąś magię, która sprawiała, że człowiek łapał tego bakcyla.

Według mnie to poruszony problem jest znakiem czasu i należy go zaakceptować takim jakim jest.

Lenistwo jest wrodzoną cechą człowieka i niezbędną .

Po co wyszukiwać i analiziwać gdy łatwiej zapytać.

(...)

Lenistwo Motorem Postępu.

 

Tak, ale warto mieć chociaż jakieś podstawy wiedzy, a i z tym bywają problemy. Najlepszym rozwiązaniem, z punktu widzenia odpowiadającego/moderatora itp., byłoby chyba rozleniwienie się i nie udzielanie żadnej odpowiedzi na takie pytania. Tylko zaraz odpowiadać zaczną "zieloni", którzy też nic nie przeczytali, a czasami piszący głupoty. Nic się nie stanie jeśli to będzie błaha sprawa, gorzej gdy ucierpi na tym zwierzę (lub człowiek). Tak więc pozostaną rozterki...

Według mnie to poruszony problem jest znakiem czasu i należy go zaakceptować takim jakim jest.

Lenistwo jest wrodzoną cechą człowieka i niezbędną .

Po co wyszukiwać i analiziwać gdy łatwiej zapytać.

Gdyby nie lenistwo to do dzisiaj pranie by się robiło kijankami nad rzeką.

Nikt by nie starał się wymyślić zmywaczki do naczyń itd (postęp w kuchni jest wynikiem realizacj hasła "Ludwiku do Rądla", a chłop leniwy i wymyślił)

To co łatwo zdobyte (dostępne) tego się nie szanuje. Np. Słowniki same poprawiają pisownię więc po co poznawać gramatykę i ortografię itd.

Pod względem kreatywności itd podobają mi się amerykanie - nie wezmie się do roboty, aż nie wymyślu czegoś co mu jej nie ujmie lub za niego nie zrobi.

Reasumując (po mojemu) :

Nie jest sztuką narobić się i zarobić

lub

Lenistwo Motorem Postępu.

Dark, a co poradzisz?
Nic.
Gdybyśmy my tak mieli, jak rzeczone dzieciaki, byłoby tak samo.
To nie jest gorsze, jest inne, gdyby nie było internetu, nikt by nie zadawał idiotycznych pytań, ba, nawet nikt by tego nie czytał.
A PS oczywiście znakomite!

Po dłuższych rozważaniach dochodzę do podobnego wniosku... choć jest chyba znacząca rónica. Starsze pokolenie mogło mieć głód wiedzy, ze względu na brak dostępu do informacji. To co się znalazło można było łatwiej przebierać i klasyfikować na przydatne/nieprzydatne. Teraz, w tym zalewie danych, mózg broni się przed tą nawałą, do tego trudnej do poklasyfikowania. Zasada "było w telewizji, więc to prawda" już dawno minęła ;)

Bombinator
lip 25 2013 23:03
Dark, a co poradzisz?
Nic.
Gdybyśmy my tak mieli, jak rzeczone dzieciaki, byłoby tak samo.
To nie jest gorsze, jest inne, gdyby nie było internetu, nikt by nie zadawał idiotycznych pytań, ba, nawet nikt by tego nie czytał.
A PS oczywiście znakomite!

Brawo! Smutne, ale bardzo trafne i prawdziwe podsumowanie.

Przytoczony problem dotyczy nie tylko środowiska terrarystów. Internet ogólnie strasznie rozleniwia ludzi...

Niestety zamiast korzystać z niego jak z ogromnej bazy wiedzy, dostępnej na wyciągnięcie myszki, przeciętny użytkownik sieci woli zadać pytanie i biernie czekać na odpowiedzi podane na forumowej tacy. Trochę przykre, ale świadczy to jedynie o tym, jak bardzo ludzie są ograniczeni - w dodatku przez samych siebie.

 

Jako dziecko nie miałam internetu i pochłaniałam masę książek dotyczących przyrody. Zamiast bawić się lalkami zbierałam owady, suszyłam martwe okazy. Pamiętam swoją pierwszą amatorską "sekcję" zdechłej żaby, myszy... :)

Internet traktuję jak dodatkową bibliotekę. Daje dostęp do różnych publikacji, literatury oraz umożliwia dzielenie się doświadczeniem. Dlatego nie rozumiem jak można, będąc człowiekiem z pasją (terrarystą, akwarystą czy innym miłośnikiem przyrody), nie korzystać z takiego źródła wiedzy.

Ograniczenie i lenistwo. Ot, co.

 

Pozdrawiam.

Właśnie o to chodzi. Zauważyłem nawet inne zjawisko - nieumiejętność krytycznego wyszukiwania informacji. Bywa, że jest to czasami nawet zupełny brak umiejętności wyszukania jakichkolwiek wartościowych danych. Przeważnie wystarcza wybranie porstego zestawu słów kluczowych, najlepiej po angielsku. Ogromna rzesza użytkowników sieci ma z tym problem.

Zabawne, bo czasami wystarczy skorzystanie z forumowej wyszukiwarki. Szkoda, że spora część archiwum jest już niedostępna, bo pamiętam sporo wartościowych dyskusji, z których warto byłoby, od czasu do czasu, coś zalinkować.

Jak wyskoczy baner na całą stronę "Wujek D_R radzi przeczytać !" z prośbą o wpisanie słowa np. z 3 akapitu... to może może.

Chyba by mnie zagryźli :)

Mozna jeszcze zrobić test wielokrotnego wyboru... ale to już trąci sadyzmem :P

Brawo! Smutne, ale bardzo trafne i prawdziwe podsumowanie.

Przytoczony problem dotyczy nie tylko środowiska terrarystów. Internet ogólnie strasznie rozleniwia ludzi...

Niestety zamiast korzystać z niego jak z ogromnej bazy wiedzy, dostępnej na wyciągnięcie myszki, przeciętny użytkownik sieci woli zadać pytanie i biernie czekać na odpowiedzi podane na forumowej tacy. Trochę przykre, ale świadczy to jedynie o tym, jak bardzo ludzie są ograniczeni - w dodatku przez samych siebie.

 

Jako dziecko nie miałam internetu i pochłaniałam masę książek dotyczących przyrody. Zamiast bawić się lalkami zbierałam owady, suszyłam martwe okazy. Pamiętam swoją pierwszą amatorską "sekcję" zdechłej żaby, myszy... :)

Internet traktuję jak dodatkową bibliotekę. Daje dostęp do różnych publikacji, literatury oraz umożliwia dzielenie się doświadczeniem. Dlatego nie rozumiem jak można, będąc człowiekiem z pasją (terrarystą, akwarystą czy innym miłośnikiem przyrody), nie korzystać z takiego źródła wiedzy.

Ograniczenie i lenistwo. Ot, co.

 

Pozdrawiam.

Jak wyskoczy baner na całą stronę "Wujek D_R radzi przeczytać !" z prośbą o wpisanie słowa np. z 3 akapitu... to może może.

Przeszukaj mój blog

użytkownicy przeglądający

0 zarejestrowanych terrarystów, 0 gości, 0 anonimowych terrarystów

Ostatni odwiedzający





© 2001-2021 Copyright by terrarium.pl. Korzystając z serwisu akceptujesz pliki cookies (punkt 1.8 regulaminu).