1. Tak, "Orange rings" odnosi się do wyglądu samic, nie samców, aczkolwiek nie wiem, czy jest to cecha, co do której można mieć pewność, że się pojawi... Kiedyś spotkałem się nawet ze stwierdzeniem, że to zabarwienie jest powiązane z dietą pająka, a nie genami, ale to było dawno, więc pamięć może mnie mylić.
Też ostatnio usłyszałem taką opinię, aczkolwiek też było to "chyba ktoś tak kiedyś mówił".
2. Myślę, że bezpieczniejsza będzie karmówka wielkości muszek. Podobne do nich są wylęgi świerszczy, mszyce, młode larwy mączników i larwy trojszyków (nazywane mikro-/minimącznikami).
Proponuję wypytać toksykologów klinicznych, arachnologów, może farmakologów (czemu nie?), analityków chemicznych, patologów, chemików z różnych dziedzin, biofizyków, bo wątpię aby terraryści youtuberzy mieli kompetencje by na to bądź co bądź ambitne pytanie odpowiedzieć Fajny temat, daj znać co udało Ci się ustalić.
Tylko jeśli chcesz pogadać ze specjalistami, co jest bardzo dobrym podejściem, to trzeba by zasięgnąć języka u ludzi z doświadczeniem klinicznym z obszarów występowania tych teoretycznie najbardziej niebezpiecznych pająków, czyli trzeba by uderzyć do lekarzy / naukowców np. z Australii, Afryki czy Ameryki Południowej głównie.
Temat jest moim zdaniem bardzo złożony i nadaje się na dobry doktorat. Nie ulega wątpliwości, że ani branie na ręce tych zwierząt (o kładzeniu ich na twarzy itd nawet nie wspominam) nie jest zbyt rozsądne. Z drugiej strony jesteśmy karmieni papką bzdur przez "dziennikarzy" wg których byle krzyżak ogrodowy stanowi śmiertelne zagrożenie dla zdrowego, dorosłego człowieka...
Nie wiem, czy surowice podaje się "z urzędu" po ukąszeniu mocno jadowitych pająków, czy tylko jak już dochodzi do powikłań, ale gdzieś wyczytałem kiedyś (muszę odnaleźć źródło), że po ich wynalezieniu i włączeniu do medycyny rautnkowej, liczba zgonów w Australii spowodowanych ukąszeniami pająków spadła praktycznie do 0. Jeśli to prawda, to korelacja jest bardzo mocna.