Posiadam trzy aksolotle, ale sprawa dotyczy tylko dwóch – leucystycznej samicy (3 lata 8 mies) i lecystycznego samca (2 lata 11 mies.). Krótko mówiąc dwa miesiące temu bez mojej wiedzy miały niemiłe spotkanie z żółwiem. Najbardziej ucierpiał samiec, pewnie dlatego że jest znacznie mniejszy od samicy.
Samiec: poobgryzane 4 z 6 skrzeli, odgryziony prawy nadgarstek, prawą łapę od przedramienia do samych palców ogryzioną ze skóry i części mięśni (kości jednak nie zostały naruszone), w jednej tylnej łapie stracił piąty palec, leggo obgryziona końcówka ogona, kilka drobnych ranek albo coś jakby krwawe malutkie siniaki.
Samica: poobgryzane 4 z 6 skrzeli, odgryziony 4 palec w tylnej łapie i lekko odgryzioną końcówkę ogona.
Z różnych względów przeniesienia aksolotli do lodówki w osobnych pojemnikach nie wchodziło w grę. Mam jednak chłodziarkę akwarystyczną i kilka godzin po tym wypadku zostały oba wsadzone do wiaderka 10 l w 40% r-rze H. Chłodziarka stopniowo obniżała temperaturę do 7 stopni. Zobaczyłam je po 2 dniach od wypadku i ich zachowanie oceniłam jako całkiem normalne, nie były jakieś osowiałe i normalnie poruszały skrzelami czy raczej tym co z nich zostało. Po kilku dniach udało się zdobyć małe akwarium 14 l i zostały przeniesione z wiaderka. Oczywiście codziennie była im zmieniana woda (wcześniej odstana) i dodawane sole, aby utrzymać ten r-r 40%. Po około tygodniu lub półtora od urazu samica wyglądała normalnie, jednak wygląd samca zaczął mnie trochę niepokoić. Zaczęło mi się wydawać, że w porównaniu do samicy zaczyna się robić zbyt różowy. Choć może to ona była zbyt blada? W każdym razie ten różowy kolor jak się przypatrzyłam wynikał z rozszerzonych naczynek, był jednolity, tzn. nie był umiejscowiony tylko na brzuchu. Na początku pomyślałam, że może w ten sposób organizm aksa walczy z urazem. Jednak na ok 3-4 dzień po zaobserwowaniu tego koloru samiec zaczął podpływać pod powierzchnię i stał się bardziej pobudzony. Bałam się, że to może jednak infekcja bakteryjna, więc załatwiłam gentamycynę i 1 x dziennie oba aksolotle były kąpane przez 1 h w r-rze 10 mg/l oraz 1 x dziennie w 100% r-rze H przez 20 min. Woda była z lodówki, wiec miała temp zbliżoną do wody z akwa. Oba aksy dostawały podczas kąpieli w 100% r-rze szału, strasznie się rzucały przez 1-2 min. Potem się uspokajały. Samiec podczas tych kąpieli robił się wtedy mocno różowy, ale po przeniesieniu do akwa po około godzinie bladł. Nigdzie nie znalazłam opisu przez ile dni można aksy tak kąpać w antybiotyku, odpuściłam więc po trzech dniach, żeby ich nie stresować. Samiec przestał podpływać pod powierzchnię i uspokoił się. Pozostałam jednak przy kąpieli w 100% r-rze raz dziennie na 20 min.
Jeżeli chodzi o rany to od czasu odgryzienia ich końcówki były czerwone, potem przechodziły w żółtawy kolor, ale nie zaobserwowałam, żeby to się powiększało. Ewentualna perspektywa obcinania łapek mnie przerażała, miałam więc nadzieję że zabiegi jakie robiłam pozwolą tego uniknąć. O dziwo samiec normalnie poruszał oskórowaną łapką, zginał łokieć, palce, miałam więc nadzieję że jakoś mu skóra narośnie, ale prawdę mówiąc wygląd ran ani się nie pogarszał, ani nie poprawiał. Nie zaobserwowałam żadnego pokrywania się ran skórką ani jakiejś wypustki świadczącej o odrastaniu, ale pomyślałam, że może nie są już takie młode i potrzebują więcej czasu. Podczas jednej z kąpieli po ok. 2 tygodniach od urazu przypatrzyłam się, że zaczyna się tworzyć coś jakby żelowa przejrzysta otoczka wokół ran u samca. Uznałam to za dobry znak. Jednak na drugi dzień to coś żelowe na łapach niestety szybko się powiększyło i okazało się być pleśnią. Zaatakowała tylko samca, który stał się bardzo osowiały. Rozwinęła się na wszystkich 3 łapach z urazem, pomimo tych kąpieli. Nie dało się jej odczepić patyczkiem do uszu, poza tym samiec się bardzo denerwował i przywodził łapki do ciała gdy próbowałam to zrobić. Przez 1 dzień kąpałam go 3 razy dziennie w tym 100% r-rze, ale już na drugi dzień zaobserwowałam, że jest gorzej – pleśń bardzo się powiększyła i dookoła tych miejsc z pleśnią zaczęła się pojawiać żółto-fioletowa obwódka. Podjęłam decyzję, żeby kąpać go w większym stęż. NaCl – 36 g/l przez 10 min 1 x dziennie. Samiec znowu szalał przez 1-2 minuty, robił się mocno różowy, wynurzał głowę ponad roztwór, ale już po pierwszej kąpieli pleśń ścięła się jak białko jajka i przestała się powiększać. Po kilku dniach takich zabiegów udało mi się ją odczepić od wszystkich 3 łapek, a aks zaczął się zachowywać w miarę normalnie. Jednak sam wygład ran pomimo pozbycia się pleśni pogorszył się. Oskórowana łapka stała się czerwono-brunatna (już wcześniej jak pojawiła się ta pleśń jej stan się pogorszył), od łokcia jakby bez czucia, a palce nie były rozprostowane, tylko podkurczone razem. W tylnej łapce tej pozbawionej piątego palca, pleśń doprowadziła do utraty czwartego, po prostu odpadł z resztką pleśni. Pozostały więc trzy pierwsze. Nie wiem jak to dobrze nazwać, ale niestety podczas poruszania się aksa gdy się odpychał, te trzy palce odginały się w kierunku łapy i widać było, że jest kwestią czasu aż wszystkie trzy się wyłamią ze stawu skokowego. Dodatkowo żółty obszar zaczął się powiększać, pod biegać na fioletowo i „iść” w stronę tułowia. Z bólem serca podjęłam więc decyzję o obcięciu wszystkich trzech w miejscach gdzie jeszcze wygląd łap był zdrowy –ok 3 mm od początku tego brzydkiego koloru. Cięcie było wykonane cęgami w pojemniku z wodą. Szybko i myślę, że precyzyjnie. Dlaczego tak? Cóż, próbowaliśmy go wyciągać, złapać w gazę i wykonać cięcie, ale przy każdej takiej próbie aks tak strasznie się rzucał, przywodził łapki do ciała tak, że baliśmy się, że prędzej obetniemy mu skrzela albo zrobimy dziurę w brzuchu niż to fachowo obetniemy. Zaraz po cięciu samiec został wykąpany przez godzinę w gentamycynie i tak przez trzy dni. Choć końcówki ran po odcięciu były żywo czerwone, to nie powrócił już ani żółty kolor ani fioletowy. Od 2go dnia kąpałam go też w 100% r-rze H 1 x dziennie. przez tydzień był spokój, tzn ani nie było pogorszenia ani widocznego odrastania czegokolwiek. Po tym czasie na tylnej łapie znowu dopatrzyłam się małego kłaczka pleśni, ale po jednorazowej kąpieli znowu w dużym stężeniu NaCl, skurczył się i odpadł po kilku dniach.
Teraz od kilku dni aksy są u mnie w domu i mają nowe akwarium 36 l i temp 11 stopni i 20% r-r Holtfretera. mój pokój nagrzewa się bardzo szybko i pomimo stale otwartego okien i przymkniętych żaluzji chłodziarka nie jest w stanie o tej porze roku obniżyć temp do 7 stopni, jak miały wcześniej. na dno dałam kilka płaskich wyparzonych kamieni. Akwa okryte jest ręcznikiem, aby aksy miały względną ciemność no i z tego powodu, ze przy takiej różnicy temp. akwa tak mocno się poci, że wszystko dookoła jest mokre. Jak już pisałam wstawienie aksów do lodówki odpada. Oba zachowują się zupełnie tak jak przez wypadkiem.
Teraz muszę wspomnieć, że początkowo od urazu w ogóle ich nie karmiłam, bo tak się zaleca. Jednak już od 2 tygodnia samica wyraźnie była już bardzo głodna, chodziła dookoła akwa „węsząc”, pewnie wiecie o co chodzi i podnosiła do góry głowę gdy tylko uchyliłam ręcznik. Dlatego w trzecim tygodniu ją wyciągnęłam i nakarmiłam, a w czwartym również samca, bo zaczynał być trochę chudziutki.
No i tu chciałam zaznaczyć, że choć mijają już 2 miesiące to nie zaobserwowałam żadnej regeneracji kończyn, skrzeli czy końcówki ogona ani nawet nie zniknęły te krwawe podbiegnięcia. Nic się nie goiło. Myślałam, że to może wpływ tych stresujących zabiegów jakim był poddany samiec, ale u samicy jest tak samo, jedynie wydaje się, że w okolicy odgryzionego palca zaczęły wyrastać jakieś dwie białe igiełki. Samica miała dodatkowo na pysku odciśnięte lekko różowe jakby półkole (przypuszczam, że to ślad po paszczy żółwia) i nawet taki błahy uraz zszedł dopiero po 2 tygodniach. Skrzela, choć rany się zasklepiły po ok. 2 tygodniach, również nie odrastają. Samica miała już kiedyś lekko naderwaną końcówkę ogona, ale zgoiło się to w jakieś dwa tygodnie, czyli nie ma chyba mutacji genet. powodującej utratę zdolności do regeneracji.
Dodam , że parametrów wody nie znam, zamierzam coś do oznaczania zakupić na dniach. Używam tylko soli Holtrefetera (NaCl, KCl, CaCl2, NaHCO3) i od jakiś dwóch tygodni Fishtamin. NaCl – ze sklepu, niejodowana, pozostałe sole z apteki.
Aha z ważnych info to dodam, że filtr mam wewnętrzny i podczas podmian wody filtr jak i całe akwa były codziennie myte. Aksy podczas wszystkich zabiegów i przebywania w akwa były zakrywane kartonem lub ręcznikiem, aby zapewnić im ciemność. Świeciłam tylko chwilowo mocniejszym światłem, żeby obejrzeć rany. Do wody dodawałam wyciąg z zaparzonej herbaty (1g/10l).
Ewentualne niedopatrzenia:
Woda, w która była przez ostatnie 2 mies wymieniana aksom była bardzo twarda. Tzn. nie mierzyłam jej parametrów, ale po odstaniu na dnie pojemników był spory biały osad, szczerze mówiąc jeszcze nigdy nie widziałam żeby ktoś miał tak twardą wodę. Bałam się ze w polaczeniu z solami jakie dosypuję, to będzie za duże stężenie dla aksów, dlatego przez pierwszy miesiąc wlewałam przez gazę przegotowaną odstaną schłodzoną wodę, aby oddzielić ten kamień. Może to był błąd bo pozbywałam się z wody tlenu, choć potem udało mi się załatwić końcówkę do napowietrzania. jako napowietrzanie stosowałam taką końcówkę rozpryskującą wodę, ale może z drugiej strony ten ruch wody stresował aksy, choć starałam się skierować strumień na ściankę akwa. Przyznam również, że podczas podmian zanim nowa woda się schłodziła, to temp tej do wymiany mogła wzrosnąć poza te 7 stopni.
niestety nie posiadam zdjęć dokumentujących jak to wszystko przebiegało, do tego aby były wyraźne potrzebne było jasne silne światło, ale wtedy aksy stawały się na tyle ruchliwe, że wszystkie zdjęcia wychodziły rozmazane. Mam tylko zdjęcia jak to teraz wygląda.
Dlatego mam pytanie jak dalej z nimi postępować? Obawiam się, że musiałam coś na tyle źle zrobić, że już im nic nie odrośnie. Powinnam zmienić im dietę? A może znowu w ogóle nie karmić? Karmiłam oba dwa dni temu, obydwa mają normalny apetyt. Czy dalej codziennie wymieniać im wodę w całości czy tylko część i czy stopniowo już im podwyższać temp.? Wiem, że w obecnym akwa mają ciasno, ale traktuję je jako szpital. Przed tym wypadkiem mieszkały w akwa 120 l. teoretycznie mogę je przenieść znowu do takiego tylko nie wiem czy dam radę schłodzić taką ilość wody. Od tygodnia dodaję do wody Fishtamin – kilka kropli na te 36 litrów. Dać może więcej? Kąpać w 100% roztworze H?


Znajdź zawartość
Mężczyzna
